Utwory

 

W czerwcu 2016 pod patronatem Marszałka Podkarpacia ukazało się pierwsze polskie wydanie Dziennika Reni Spiegel. Książka dostępna jest na stronie Allegro lub Amazon.

works1small.png
works2.png
works3.png
works4.png
works5.png
works6.png

Dnia 31.I.1939
Dlaczego właśnie dziś zaczynam mój pamiętnik? Czy zdarzyło się coś ważnego? Czy dowiedziałam się o dzienniczkach moich koleżanek? Nie! Po prostu szukam przyjaciela. Szukam kogoś komu mogłabym opowiadać moje troski i radości życia codziennego. Kogoś, kto by czuł to co ja czuję, kto by mi uwierzył, ktoś by nigdy nie zdradził moich tajemnic. Ponieważ zaś takim przyjacielem nigdy nie może pozostać człowiek, więc postanowiłam uczynić moim powiernikiem pamiętnik. Od dziś kochany Pamiętniku rozpoczynamy bardzo gorącą przyjaźń. Kto wie jak długo będzie ona trwała? Może nawet do końca mego i twego życia. W każdym razie ja będę dla Ciebie szczerą i otwartą i opowiem Ci wszystko. Ty w zamian wysłuchasz moich myśli i trosk, ale nigdy nikomu o nich nie powiesz i będziesz milczał jak księga zaklęta, zamknięta zaklętym kluczem, ukryta w zaklętym zamku. Ty mnie nigdy nie zdradzisz, chyba zrobią to te małe niebieskie literki, które umieją rozpoznawać ludzie. Przede wszystkim muszę Cię zapoznać z sobą. Chodzę do trzeciej klasy gimnazjum imienia Marii Konopnickiej. Nazywam się Renia, a przynajmniej tak nazywają mnie koleżanki. Mam mała siostrzyczkę Ariankę, która ma zamiar zostać artystką filmową (i w części wypełniła ten zamiar gdyż gra w niektórych filmach) Mamusia stale przebywa z nią w Warszawie. Dawniej mieszkałam w ślicznym dworku nad Dniestrem. Było mi tam bardzo dobrze i dotychczas były to chyba najszczęśliwsze chwile mojego życia. Na starych lipach mieszkały bociany, w ogrodzie lśniły jabłka, a w moim małym ogródku widniały śliczne równiutkie grządki. Ale to już dawno minęło i nie wróci, nie ma ani dworku, ani bocianów na starych lipach, nie ma jabłek, ani kwiatów. Chyba jedyne co pozostało to wspomnienia słodkie i miłe. Chyba jeszcze Dniestr co płynie tam daleki, obcy i zimny, ale nie szumi już dla mnie. Teraz jestem w Przemyślu i mieszkam u babci, ale właściwie nie mam domu i dlatego mi czasami jest tak smutno, że muszę płakać. Płaczę choć mi niczego nie brak, ani sukienek, ani słodyczy, ani nawet dziwnych i jak drogich mi marzeń. Brak mi tylko jednego ciepłego mamusinego serca i domu gdzie mieszkalibyśmy wszyscy razem jak w białym dworku nad Dniestrem. 

I teraz znów muszę płakać 
Kiedy wspomnę te dawne chwile
Lipy, domek, bociany, motyle
Daleko... gdzieś.... daleko
Ciągle widzę i słyszę 
Jak wiatr do snu drzewa kołysze
Nikt mi tego nie powie
Że mgła jest, że jest cisza
Że to hen, że mrok, wieczorem
To kołysanie ja zawsze usłyszę 
Widzę nasz dwór i staw
I lipy za dworem...